Biogazownia w środku wsi? Nie pozwolimy na to- mówią mieszkańcy!

Redakcja
Sami mówicie, że macie inne działki, oddalone od centrum wsi, czy tam nie możecie budować biogazowni- dopytywał właściciela gruntu Grzegorz Prusinowski- Przecież to będą duże ilości metanu, to grozi wybuchem. Bądźcie ludźmi, nie narażajcie nas! Lucyna Makowska
-Doskwiera nam hałas wiatraków, a teraz chcecie nam zbudować biogazownię w środku wsi! Ile jeszcze możemy znieść- grzmieli na zebraniu wiejskim mieszkańcy Gościeszowic (gm. Niegosławice).

Sala Gminnego Centrum Kultury wypełniona była po brzegi. Nic dziwnego skoro ważą się losy mieszkańców wsi. W jej centrum, ma powstać biogazownia. Jej planowana odległość od szkolnego boiska to 80 metrów! 250 metrów będzie ją dzieliło od szkoły i żłobka.
- Czy wy chcecie, żeby nikt wam tutaj ręki nie podał – pytała jedna z mieszkanek właściciela gruntu, na którym ma powstać inwestycja, także mieszkańca wsi- przecież ten smród z fermentacji będzie nie do zniesienia! Okna nie będzie można otworzyć, na spacer wyjść. Żeby wybudować na wsi dom wzięłam kredyt. Czy to dziwne, że chcę spokoju i świeżego powietrza?

Wniosek o wydanie warunków zabudowy wpłynął do Urzędu Gminy w Niegosławicach pod koniec października 2019 roku. Jednak mieszkańcy Gościeszowic dowiedzieli się o nim przypadkiem, w połowie stycznia. -Nie rozumiem dlaczego nikt nas nie poinformował, gdzie są nasi radni?- dopytywała Krystyna Stachów, sołtys liczących 900 mieszkańców Gościeszowic. – Dlaczego robi się takie rzeczy poza naszymi plecami? Przecież tytuł Najpiękniejszej Lubuskiej Wsi z zeszłego roku do czegoś zobowiązuje. My nie jesteśmy przeciw biogazowni czy innym nowym technologiom. Chodzi nam tylko o ich lokalizację, nie zgadzamy się na takie inwestycje w środku wsi. W pobliżu mamy szkołę, przedszkole, żłobek, dom kultury.
- Przecież sami mówicie, że macie inne działki, oddalone od centrum wsi, czy tam nie możecie tego budować- dopytywał właściciela gruntu Grzegorz Prusinowski- Przecież to będą duże ilości metanu, to grozi wybuchem. Bądźcie ludźmi, nie narażajcie nas!
Największe obawy mieszkańców budzi odór, hałas agregatów, szczury, insekty. Jednak nie bez znaczenia są też spadające wartości prywatnych gruntów w sąsiedztwie takiej inwestycji.
Do zmiany lokalizacji obecnego na zebraniu Szymona Krupowicza, właściciela działki, próbowali przekonać wszyscy. Pytań do niego, ale i do zastępcy wójta Bartosza Krause, było więcej. – Kto nam zapłaci za ewentualne zatrucie wód gruntowych, czy też zrekompensuje obniżenie wartości nieruchomości- dopytywał pan Zbigniew.
W odpowiedzi usłyszał, że gmina dba wyłącznie o swój majątek.
- Boimy się, bo to, co jak mówicie jest może i najnowocześniejsze, nie znaczy, że bezpieczne- przypominał pan Piotr.
-A co ze smrodem? Przecież kiszonka kukurydzy śmierdzi, a jak zaczniecie zwozić też „kurzynę”- wyliczała Czesława Nieściuk.- Byłyśmy z panią sołtys w podobnej biogazowi w Sieńsku, koło Gubina. Odór ciągnął się na kilometr od silosów. Gospodarz jak na spowiedzie opowiedział nam o systemie produkcji gazu, oprowadził po gospodarstwie. Gdy wracałyśmy do domu do samego Żagania miałyśmy otwarte okno w samochodzie przez odór od tego co przyniosłyśmy na butach.
Szymon Krupowicz, właściciel działki przekonywał, że kiszonka nie śmierdzi, sprawdził to będąc w innej biogazowi pod Poznaniem. Na dowód puścił zebranym nagrany tam krótki filmik. Wypowiedź jednego z rozmówców, o tym, że mieszkający w pobliżu ludzie płacą 20 zł miesięcznie za gaz, rozśmieszyła nawet urzędników obecnych na zebraniu.
Mieszkańców tym bardziej to nie przekonało. – A co będziesz miał do gadania, jeśli w inwestor zechce hodować krowy- padały pytania z sali?
Największe obawy wiążą się z tym, że jak obiecuje inwestor, sama tylko kukurydza nie wystarczy do uzyskania odpowiednich zysków i w końcu paliwem staną się także martwe szczątki zwierząt, czy gnojowica, które trzeba będzie dowozić do produkcji. To powszechnie stosowana praktyka w innych biogazowniach w Polsce.
Właściciel działki zaprzeczył,ale ludzi to nie przekonało.
Sytuację próbował ratować Marek Szylińczuk, były wójt, a obecnie właściciel większości pól na terenie gminy Niegosławice. – Muszę stanąć w obronie rolników. Odległość biogazowi od domostw może budzić wątpliwości. Ale tu przecież chodzi o wykorzystanie ciepła do ogrzewania domów. Można nim zasilać szkołę, przedszkole, dom kultury. Mogą przyłączyć się też mieszkańcy. Wójt nie może nam zabronić inwestować.
W polskich przepisach przy stawianiu biogazowni o mocy do 500 KW nie wymagany jest raport o oddziaływaniu na środowisko. A taką chce wybudować na terenie Gościeszowic inwestor spod Poznania. Potrzebna jest mu tylko decyzja o warunkach zabudowy, którą ma wydać wójt gminny.
- Na zebraniu 20 stycznia tłumaczył nam, że ma czas do połowy lutego, kiedy miał nam zamiar powiedzieć- zastanawia się Anna Stachów.
Włodarza gminy widać nie nauczyły niczego protesty mieszkańców sąsiedniej wsi-Sucha Dolna, czy w Przecławiu, gdzie też planowano wybudować podobne instalacje. Niestety nie udało się obronić przed nią mieszkańcom Rudzin. Po czterech latach walki wojewoda wydał zezwolenie na jej budowę.
Bartosz Krause, zastępca wójta tłumaczy, że o wniosku dla Gościeszowic wiedzieli radni komisji rolnictwa. Z jego wypowiedzi wynikało, że gmina nie ma innej możliwości, jak wydać pozytywną decyzję, bo na terenie Gościeszowic nie ma uchwalonego miejscowego planu zagospodarowania.
Taki dokument dopiero powstaje. -Jednak na tym etapie, każda zmiana kosztowałaby gminę kolejne nakłady, a nie stać nas na to - tłumaczył pracownik gminy odpowiedzialny za jego przygotowanie.
Do etyki radnych odwołała się A Stachów, zwłaszcza radnego Marka Brzeźniaka, którego okręg wyborczy jest w kluczowym obszarze inwestycji.- On sam przekonywał był za biogazownią i jakie oszczędności można by uzyskać na ogrzewaniu szkoły, żłobka- mówi A Stachów. – a ja uważam, że powinien reprezentować wolę swoich wyborców. A ci zgodnie z zebranymi przeze mnie podpisami w każdym z domów są przeciw inwestycji. Pojawia się pytanie czy jest za rozwojem gminy czy jednostek. Ciekawa jestem czyjego interesu broni gmina, jednostki czy mieszkańców- dopytywała A. Stachów – Przecież powinno mu zależeć na dobru wszystkich, nie tylko tych co robią biznes.
- Wójt nie jest po żadnej ze stron, ale musi działać zgodnie z prawem. Problem jest delikatny, a zarazem… „śmierdzący”. Przepisy tworzone są na Wiejskiej nie przez wójta Kosińskiego.
Po ponad dwugodzinnej dyskusji Sz. Krupowicz obiecał zastanowić się nad zmianą lokalizacji inwestycji. To jedyne czego pragną mieszkańcy, żeby spokojnie spać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie