Dzięki siłowni można zachować odpowiednią sylwetkę

Materiał informacyjny SWISS KRONO Sp. z o.o.
Zdjęcia ARCHIWUM AGATY JANIK
Zdjęcia ARCHIWUM AGATY JANIK

Agata Janik: - Ćwiczę i widzę efekty
- Dzięki treningom na siłowni dobrze się czuję i zachowuję sylwetkę. Wraz z ćwiczeniami w organizmie pojawiają się też endorfiny, zwane hormonami szczęścia, ma się chęć do wszystkiego - mówi uprawiająca kulturystykę fitness Agata Janik, pracownik SWISS KRONO.

Jak daleko leży kulturystyka od kulturystyki fitness?
Oj, bardzo daleko. Odmian kulturystyki jest kilka, ale najczęściej kojarzy się z tą męską i panami, którzy mają wielką masę mięśniową, są – kolokwialnie mówiąc - napakowani. Kulturystyka fitness jest o wiele delikatniejsza, uprawiające ją panie zachowują sylwetkę kobiecą. Oczywiście mięśnie są widoczne, bo po to uprawia się tę dyscyplinę sportu. Są zaznaczone, by figura ładnie wyglądała.

Jak należy rozumieć sylwetkę kobiecą?
Chodzi o zachowanie proporcji - wcięcie w talii oraz szerokie ramiona i biodra, które są mniej więcej tej samej szerokości. Kobiety uprawiające tę zwyczajną kulturystykę też zachowują kobiecą sylwetkę, ale przyrost mięśni mają znaczny, co, moim zdaniem, nie wygląda dobrze. W tej fitness mięśnie są tylko lekko zaznaczone, sylwetkę cechuje symetria i nie brakuje jej kobiecości.

Lubię siłownię, odpowiada mi taki rodzaj sportu - mówi mieszkanka Żar

Co sprawiło, że zainteresowała się pani kulturystykę fitness?
Kulturystyką i treningiem fitnessowym interesowałam się od dawna. Od zawsze zwracałam uwagę na swój wygląd, na ciało, na zdrowy tryb życia. Odkąd pamiętam korzystałam z siłowni, choć oczywiście były przerwy, na przykład w okresie ciąży czy rekonwalescencji po zabiegu. Lubię siłownię, odpowiada mi ten rodzaj sportu. Wiem, że kobiety nie przepadają za taką odmianą wysiłku fizycznego, ale ja w nim czuję się dobrze. Dzięki siłowni można zachować odpowiednią sylwetkę – mam 45 lat i wydaje mi się, że wyglądam w miarę… Oczywiście wpływ na figurę ma też dieta, bez niej ani rusz.

Do diety wrócimy za chwilę. Jeszcze dopytam, co Pani ma na myśli, mówiąc „od zawsze zwracałam uwagę na swój wygląd”?
Och, już od szkoły podstawowej. Może ta dbałość o wygląd wzięła się stąd, że w dzieciństwie byłam troszkę pulpecikiem. I gdzieś z tyłu głowy zostało – zachowaj sylwetkę ładną, zdrową i kobiecą. Dlatego ćwiczyłam na siłowni i – co istotne – widziałam efekty. Z siłowni korzystam od ponad 20 lat.

Jak często Pani trenuje?
Teraz treningi mam sześć razy w tygodniu. Trwają godzinę plus trochę szybkiego chodu na bieżni, czyli treningu kardio (to ćwiczenia aerobowe przy wysokim tętnie, które poprawiają kondycję i wzmacniają mięśnie oraz pozwalają na szybsze spalanie kalorii – dop. red.). Trenuję na sprzęcie i z hantlami czy sztangą, różnie, wszak urządzeń jest mnóstwo. Ćwiczę pod okiem trenera Tomasza Świętonia.

Agata Janik trenuje sześć razy w tygodniu

Trenowanie sześć razy w tygodniu wymaga ogromnej samodyscypliny. Zdarzają się Pani wagary, takie typowe „nie chce mi się”
Tak, ale zbieram się i idę. Musi mi się chcieć, bo widzę efekty. Po urodzeniu dziecka wróciłam do siłowni już po czterech miesiącach i bardzo szybko pozbyłam się nadmiaru kilogramów.

Trenuje Pani o stałych porach?
Nie, w SWISS KRONO pracuję bowiem w laboratorium, które działa w systemie zmianowym, tak jak produkcja. Po nocce idę do siłowni po przespaniu kilku godzin, a gdy pracę mam po południu, trenuję już bladym świtem.

Jak Pani sama wspomniała, w dbaniu o zdrowie równie kluczową rolę odgrywa odżywianie. Co Pani jada i kto układa dietę?
Dietę układa trener. Ma ogromną wiedzę i w tej dziedzinie, i oczywiście w prowadzeniu zajęć. W tej chwili jestem na diecie, bo musiałam zredukować wagę. Dieta składa się z pięciu posiłków, które zmieniają się troszkę co cztery dni. Co może wydać się dziwne przy założonym celu, na śniadanie już o 7.00 zjadam 100 g karkówki, tyle samo ziemniaków i surówkę. Warzywa są w każdym posiłku, ale oczywiście bez dodatków typu śmietana czy sos winegret. Drugim posiłkiem, o 10.00, jest 100 g fileta z kurczaka i też ziemniaki. Po trzech godzinach i po kolejnych powtarzam ten zestaw, ale ziemniaków jest 80 g. Może to jest dieta mono, jednak można do tego się przyzwyczaić. Ma jeszcze jedną zaletę – jest niewymagająca, bo przygotowuję od razu wszystko, na cały dzień. Trzeciego dnia jest mała zmiana – mam trzy posiłki składające się ze 100 g fileta i 80 g ziemniaków, jeden z karkówki i ziemniaków po 100 g, a ten piąty to sama karkówka.

Agata Janik z trenerem Tomaszem Świętoniem

A kiedyś jest czas na jajko?
W tej diecie nie, ale wkrótce ją zmienię, trzeba bowiem nabrać masy mięśniowej. Jednak nie wiem, co zaplanuje trener. Oczywiście wcześniej były jajka, ryż, ryba, na śniadanie płatki owsiane w różnej postaci, choćby placuszka, który można posmarować masłem orzechowym. Kurczaka na przykład przyprawiam niezbyt dużą ilością soli, ale dodaję paprykę, oregano, pieprz Cayenne i zwykły oraz przyprawę curry.

Czy to oznacza, że prowadzi Pani dwie kuchnie, jedną dla siebie, drugą dla rodziny?
No tak to trochę wygląda, nie każdy chce jeść to co ja.

Tkanka tłuszczowa, która się pojawiła, to przez lockdown?
Troszkę tak, ćwiczenia domowe nie do końca mogły zastąpić te w siłowni. Stąd dodatkowe kilogramy, a w efekcie wspomniana dieta ketogeniczna, czyli mięso plus ziemniaki, które zapobiegają dużemu zakwaszeniu organizmu.

Od kiedy ma Pani tę dietę i czy są efekty?
Od czerwca i pewnie lada dzień będzie zmiana. Przed jej wprowadzeniem ważyłam 58 kg, teraz 53,5 kg.

A ile ma Pani wzrostu?
162 centymetry.

Czyli ma Pani wzorcową wagę. Czy zdarza się Pani zgrzeszyć i zjeść coś słodkiego?
Czasami chce się czegoś słodkiego. Można wtedy zjeść produkty, które są w sklepach ze zdrową żywością czy odżywkami. Myślę tu o batonach, czekoladach, kisielach i budyniach bez cukru. A gdy nie ma tego w domu, a mnie przypili, zjadam kawałek gorzkiej czekolady. Czasem zdarza się ciasto.

Co ma Pani za to, za ćwiczenia i dietę?
Ktoś pewnie pomyśli, że to wyrzeczenia. Dla mnie to styl życia i bycia, to część mnie. Nie czuję, że czegoś sobie odmawiam, to dla mnie naturalne. Co mam za to? To jak wyglądam – mając 45 lat, mam sylwetkę dwudziestolatki. Nie choruję, nie boli mnie kręgosłup, bo ćwiczenia wzmacniają mięśnie pleców.

Co przy Pani pracy, w laboratorium, jest niezwykle istotne…
Tak, choć w laboratorium jest różnie, czasem to praca siedząca, czasami stojąca, niekiedy trzeba pochodzić, co mi bardzo odpowiada. Nie wiem co to ból kręgosłupa, na który narzeka bardzo duża liczba ludzi. Dlatego tak ważne są ćwiczenia i wcale nie musi to być sześć razy w tygodniu. Wystarczy trzy razy, do czego gorąco namawiam.

A co o Pani hobby sądzi rodzina?
Wszyscy przyzwyczaili się, że biegam do siłowni, ba, dzięki mnie kilka osób z otoczenia też zaczęło ćwiczyć. Bo widziały efekty, to, że człowiek dobrze się czuje i dobrze wygląda. Do tego dochodzi zdrowie psychiczne, wraz z ćwiczeniami pojawiają się bowiem endorfiny, zwane przecież hormonami szczęścia. To sprawia, że człowiek ma chęć do wszystkiego. Nie powiedziałam jeszcze, ale jeżdżę też na rowerze.

Dzięki siłowni można zachować odpowiednią sylwetkę - mówi Agata Janik

I znajduje Pani czas?
Jeżdżę raz w tygodniu, zazwyczaj w czasie weekendu. Mam rower szosowy, tzw. kolarzówkę, którą pokonuję może 20 km, czasami więcej. Teraz, w okresie jesiennym, trzeba będzie rower odstawić.

Ma Pani jeszcze jakieś pasje?
Takie związane ze sportem to nie, ale interesuję się modą. Staram się za nią nadążać, także na siłowni. Jest mnóstwo przepięknych zestawów dla osób ćwiczących i nawet w trakcie ćwiczeń można dobrze wyglądać. W siłowni nie musi być szaro i smutno, może być kolorowo.

Dodaj ogłoszenie