Modelarstwo to precyzja i cierpliwość

Materiał informacyjny SWISS KRONO Sp. z o.o.
Sklejanie modeli jest świetnym relaksem - mówi Artur Śniatecki
Sklejanie modeli jest świetnym relaksem - mówi Artur Śniatecki

Modelarstwo to precyzja i cierpliwość.

- I świetny relaks - zapewnia Artur Śniatecki

300 elementów! Z tylu składa się czasem model ciężarówki. By go skleić, potrzeba wielkiej precyzji, może jeszcze większej cierpliwości. Cechy te ma z pewnością Artur Śniatecki, który buduje modele od kilkunastu lat: - W modelarstwie najbardziej cieszy mnie efekt. Fajny jest…

Dla kogoś znajdującego się z boku modelarstwo może wydawać się banalną zabawą dla chłopców w różnym wieku. Nic bardziej mylnego! To prawdziwa pasja, na dodatek wymagająca ogromnego oddania. Mimo tego modelarzy jest całkiem sporo, ale większość skleja głównie modele statków, samolotów oraz pojazdów militarnych.

Mnie, jako pasjonatowi motoryzacji i transportu, bliżej jest do ciężarówek – przyznaje Artur Śniatecki, operator dźwigu w SWISS KRONO. - Kiedyś nie było dostępu do modeli ciężarówek, więc skleiłem samolot. Ale w ogóle nie ciągnęło mnie w tę stronę. A z ciężarówkami jest zupełnie inaczej…

Sklejanie zestawu trwa pięć miesięcy

A. Śniatecki skleja modele ciężarówek od kilkunastu lat. Może pasja wzięła się też stąd, że podczas dwuletniej przerwy w pracy w SWISS KRONO, jeździł w firmie transportowej, prowadząc właśnie ciężarówki.

- Ale one podobały się mi od kiedy pamiętam – mówi.

Czasem więc gdy widzi ciekawy samochód na jakimś parkingu albo tym w firmie, robi zdjęcia, a później stara się te wzorce odtworzyć. Czasami kupuje model, który po prostu wpadnie mu w oko.

Mieszkaniec Żar kupuje modele głównie dwóch firm, włoskiej Italeri i niemieckiej Revel, czasem firmy Heller. Jak mówi, to renomowane marki, które produkują części z dbałością o każdy szczegół. W pudełku dostaje wypraski czasem z 200, a niekiedy z 300 elementami.

- To malutkie części, często muszę używać pęsety, zwłaszcza gdy buduję układ hamulcowy, silnik, chłodnicę czy alternator. Sklejam, maluję, to schnie. Nie robię tego codziennie, nie mam tyle czasu, a i nieraz bolą mnie oczy i muszę zrobić przerwę. Budowa zestawu, czyli ciągnika i naczepy, trwa pięć miesięcy. Może udałoby się w dwa miesiące, ale musiałbym poświęcić na to każde popołudnie – stwierdza A. Śniatecki. I ciągnie opowieść: - Jak wklejam jakąś część, kabinę czy silnik, muszę najpierw posprawdzać, czy pasuje i to jeszcze bez kleju. Czasem trzeba coś doszlifować papierem czy pilniczkiem. Gdy jest ok., sklejam i maluję. Bo gdybym przykleił, nie oderwę, to nie są klocki Lego. Bywa, że do modelu dodaję coś od siebie albo coś zmieniam. Nieraz model przychodzi z jednym zbiornikiem paliwa, ja robię podwójny, czasem umieszczę dodatkowo koło zapasowe, nieraz nie dam osłon, lecz odsłonię akumulatory.

Modele pana Artura są w skali 1:24 (większe niż najbardziej popularne, czyli w skali 1:43). To oznacza, że długość zestawu wynosi 70-80 cm, niekiedy 50 cm. Wszystko zależy od naczepy, kontenerowa albo wywrotki są krótsze, te do drzewa, plandekowe czy chłodnie – dłuższe. Sam ciągnik to 40 cm.

- Co innego o tym opowiadać, inaczej zobaczyć. Nieraz jak ktoś wejdzie do kuchni, bo tam gabloty z modelami wiszą na ścianie, to robi wielkie oczy. Myślał, że to zabawka, ale jak się przyjrzy, widzi wierne odzwierciedlenie samochodu. Ludzie nie wierzą, że to jest wykonane tak precyzyjnie. A ja mogę postawić np. mój model przy oryginalnej marce Scania i każdy zobaczy, że w modelu są wszystkie szczegóły jak w oryginale – tłumaczy A. Śniatecki.

Modele może oglądać godzinami

W kolekcji pana Artura jest dziewięć zestawów, czyli ciągników z naczepami, dwa same ciągniki, w tym jeden amerykański marki Ford. Są też dwa kabriolety. – VW garbusika dostałem od żony, golfa jedynkę od syna. Muszę przyznać, że mam słabość do kabrioletów, którymi kiedyś jeździłem. Ale przesiadłem się na motocykle – wyjawia.

Pytany o godzenie hobby z wszystkim innym, odpowiada: - Staram się niczego nie zaniedbywać, godzić pracę, obowiązki w domu, te na działce, znajduję też czas dla dziecka, choćby na pogranie w piłkę. Żona troszkę się denerwuje, ale też kibicuje, czasem namawia mnie, żebym dokończył jakiś model. Nie jest źle. Tylko brakuje mi miejsca na modele…

A. Śniatecki przyznaje, że marzy o zorganizowaniu wystawy modelarzy. Sam był na takiej w Bytomiu i ciągle jest pod jej wrażeniem. - Coś pięknego, można to oglądać godzinami – stwierdza z mocą.

Szkopuł w tym, że w Żarach nie ma modelarzy. Pan Artur zauważa, że jeden znajomy ma sklejonych kilka samolotów, kolega złożył Star Warsa w skali 1;8, którego sklejał ponad dwa lata, a w Żaganiu mieszka były wojskowy, który buduje czołgi. Poznał go, gdy kupował akcesoria w tym samym sklepie, w którym on sam zaopatruje się w farby. Ale może jest więcej takich osób… - Może przeczytają o moich ciężarówkach i skontaktują się ze mną – mówi.

Sam nie ustaje w klejeniu modeli. Właśnie przymierza się do naczepy do ciągnika marki Volvo, który już jest gotowy. Ma być krótka, kontenerowa albo odkryta, z samymi burtami. Na tym będą palety, które właśnie składa.

- Jestem operatorem dźwigu, w pracy muszę być cały czas skoncentrowany, precyzyjny, uważać na otoczenie, na bezpieczeństwo innych – opowiada. – Choć sklejanie też wymaga podobnej uwagi, ono mnie odpręża, jest świetnym relaksem. Modelarstwo cieszy mnie na każdym etapie – i jak buduję model, i jak go maluję. A najbardziej cieszy mnie efekt. Fajny jest…

Materiał oryginalny: Modelarstwo to precyzja i cierpliwość - Gazeta Lubuska

Dodaj ogłoszenie